niedziela, 14 grudnia 2014

{something else: pink coat}










płaszcz - Mohito
sweter - Zara
szorty - H&M
buty - New Balance
torebka - Parfois
zegarek - Michael Kors
bransoletka - Lilou

środa, 26 listopada 2014

{100% moher}

Nie lubię eksperymentować z nakryciami głowy i chyba wspominałam już o tym jakiś czas temu. To niestety pozostałość po młodzieńczym okresie dojrzewania, kiedy wygląda się jak się wygląda... Buzia słodkiej dziewczynki już zniknęła, ale na makijaż ciągle za szybko... Dokładając jeszcze nietwarzową czapkę - efekt możecie sobie wyobrazić. 
Jedynym modelem, który mi pasował to był wszystkim znany "moherowy beret". Z antenką. 
I tu pojawiał się kolejny problem - obciach. No więc oczywiście należało wprowadzić w życie patenty na zdejmowanie czapki, jak tylko zniknie się z pola widzenia mamy, chowanie jej głęboko do plecaka (no a przy okazji wychodziło się na kozaka, że w środku zimy można chodzić bez czapki "jak dorośli") i z sinym nosem, aż do szkoły. Potem oczywiście choroba. I tak w kółko.
Z wiekiem człowiek zmądrzał (szczególnie po tym jak miał chore zatoki), czasy się zmieniły, ale wszechobecna niechęć do "moherów" pozostała. Mimo prób noszenia innych czapek, kapeluszy, beretów - "moher" wygrał. Co więcej - przyzwyczajenia zrobiły swoje i na ten moment mam w szafie chyba z pięć modeli. Kpiny ze strony znajomych raczej już się nie obawiam, choć zdarzało mi się odpowiadać na pytania ile z jednego moherowego swetra może wyjść beretów? 
No i niestety, na ten moment ciągle godzę się z faktem, że moje środowisko naturalne to kościół. I niewiele ma to wspólnego z francuskim "chic" ;) 











płaszcz - Zara 
 spodnie - Stradivarius 
buty, beret - River Island
 torebka - Pafois 
szal - sh