piątek, 31 października 2014

RUE VAIN

Rue Vain to po prostu warszawska ulica Próżna, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. 
Taka trochę francuska, trochę włoska...
Zauroczyła mnie któregoś późnego, jesiennego wieczoru, gdy przejeżdżałam nią samochodem. Widok, jak z obrazka. Niedługa, pięknie oświetlona, z miłymi dla oka restauracjami tętniącymi życiem, z taką miłą atmosferą próżności... 
Dla mnie: idealny adres do zamieszkania :)








płaszcz - Zara
t-shirt, spodnie, buty - H&M


wtorek, 28 października 2014

"CIOTKA KAROLA 3.0"


Do teatru nie chodzę często (co za wstyd), na komedie w szczególności.
Jeszcze we wrześniu postanowiłam to zmienić.
Warszawski Teatr "Kwadrat" wydał mi się najlepszym pomysłem na zobaczenie wreszcie dobrej komedii. I co najważniejsze - nie zawiódł.

"Ciotka Karola 3.0" to uwspółcześniona angielska farsa w reżyserii dyrektora teatru - Andrzeja Nejmana. Tyle przeczytałam na ulotce. Obawiałam się tego "uwspółcześniona". Za każdym razem kiedy słyszę coś takiego, albo "odświeżona", albo"odkurzona" albo w "nowej aranżacji", dla mnie - gwarancja klapy. Przeważnie nie rozumiem artystycznej wizji reżysera, jego przenośni, jego odwołań, jego porównań... Mówiąc wprost: nie łapię.  No ale trudno - raz kozie śmierć. Bilety kupione, miejsce zarezerwowane, obcasy na nogi - idę do teatru :)

Przez pół godziny pierwszego aktu miałam mieszane uczucia. Na scenie dwóch aktorów: Michał Rolnicki (Jack Chesney) i Kamil Kula (Karol Wykeham), krzyczących, machających rękoma, skaczących po meblach... Nie lubię mieć poczucia, że aktor na siłę próbuje mnie rozśmieszyć.
Z biegiem czasu jednak spektakl zaczął nabierać tępa, pojawiali się kolejni aktorzy, a co za tym idzie i wątki. Ja natomiast dałam się kompletnie wciągnąć fabule. Śmiałam się do łez, widząc Michała Lewandowskiego (Lord Fancourt Babberley) udającego tytułową postać - ciotkę Karola. Wkręcony przez swoich studenckich przyjaciół Jacka i Karola, pomaga im zdobyć serca dwóch przepięknych niewiast: Kitty Verdun (Katarzyna Glinka) i Amy Spettigue (Marta Żmuda Trzebiatowska). Glinką byłam mile zaskoczona, gdyż okazała się naprawdę niezłą komediantką. Niestety jeśli chodzi o Żmudę to zdaje się, że w reklamie szamponu Pantime wzbiła się na wyżyny swoich artystycznych zdolności. Przynajmniej mile się na nią patrzyło.

Miłosny wątek czwórki młodych studentów stanowi oś całego przedstawienia. Wokół tego zaczynają się jednak piętrzyć coraz to większe i coraz zabawniejsze problemy: nagłe pojawienie się prawdziwej ciotki Karola, czyli Donny Lucia d'Alvadores (Lucyna Malec) - jednocześnie dawnej miłości ojca Jacka: sir Francis Chesney'a (Grzegorz Wons), jego kłopoty finansowe, zaborczość i przebiegłość Stephena Spettigue'a (Andrzej Grabarczyk) - wuja Amy i prawnego opiekuna Kitty. Każda minuta spektaklu coraz bardziej komplikuje miłosny plan studentów, stwarzając nieskończoną serpentynę pomyłek, jednocześnie widzom przynosząc całe pasmo śmiechu. 

W wielu recenzjach zwracano uwagę również na uwspółcześniony język spektaklu. To właśnie jeden z tych elementów "odświeżania", którego się obawiałam. Tu zaskoczenie. W "Ciotce Karola 3.0" to wyszło re-we-la-cyj-nie. Współczesne i bardzo dzisiejsze teksty potęgowały zabawność scen, dodając luzu XIX-wiecznej komedii. 

Zawiedziona byłam tylko jednym. Mianowicie wielkim napisem reklamującym spektaklu "ze specjalnym udziałem Czesława Mozila." Zbyt wiele nie należało się po tym spodziewać. Udział Mozila ograniczył się jedynie do puszczanych nagrań z muzyką do przedstawienia. 
I tyle.

Podsumowując: "Ciotka Karola 3.0" to idealny pomysł na poprawę jesiennego nastroju.