poniedziałek, 13 kwietnia 2015

{end of the season. time for spring. camel coat for the last time}


płaszcz, torebka | coat, bag - Zara
spodnie | trousers - Mohito
koszula | shirt - Fraternity (Peek & Cloppenburg)
buty | shoes - Topshop (Zalando)

środa, 8 kwietnia 2015

{memories of paris}


Od sześciu laty marzyłam o tej wycieczce, aż w końcu się udało...
Paryż.
W prawdzie w tym roku zaproszenie na Fashion Week znów nie doszło (co zrobić...), niemniej stolica Francji tydzień później prezentowała się równie interesująco, choć...
Podczas mojej pierwszej wizyty, zaraz po maturze, nie miałam okazji poznać Paryża z tej gorszej, brzydszej i bardziej śmierdzącej strony. Patrz: METRO. Pierwsze kilka godzin, tuż po wylądowaniu, najchętniej wyrzuciłabym z pamięci. Wyobraźcie sobie co czułam, kiedy mój wyidealizowany Paryż ze wspomnień, zdjęć na Pintereście i filmów, zderzył się z tą brutalną, obsikaną rzeczywistością. Acha, i odnośnie tych przystojniaków z metra, na których punkcie oszalał Instagram (#MecsMetroParis) mam jeden komentarz: #ItsNotTrue. Serio, nie mam pojęcia gdzie oni ich wynajdują. Mniejsza o to. Prawda jest taka, że nawet gdyby stali na każdym rogu, w każdym wagonie, w każdej z tych piętnastu linii metra, które ma Paryż, zatęskniłam za tym warszawskim. Z półtorej linią.  
Po tych ciężkich pierwszych godzinach, każdy kolejny dzień utwierdzał mnie w przekonaniu, że w Paryżu jestem po prostu bezgranicznie zakochana. A jak to w miłości, zdarzają się czasami gorsze chwile ;) 
Paryż ma być z czego dumny. Walory estetyczne miasta, widoczne na każdym kroku i rogu, zdawały się podkreślać, że oto właśnie znajdujemy się w stolicy przepełnionej kulturą, sztuką i historią. Co do mody - nie wydaje mi się, aby odgrywała ona tak znaczącą rolę w codziennym życiu paryskich kobiet, jak się o tym rozpisują różne książki. Chyba tak samo daleko im do Madame Chic, jak Polkom. Naturalnie, w okolicach ekskluzywnych butików na rue Cambon, czy w Laffayet, piękne Francuzki, w idealnie skrojonych płaszczach, kapeluszach i szalach, podbijały moje serce. Obserwowanie ich było prawdziwą przyjemnością. Słuchałam ich melodyjnego "Bonjour madame...", zajadając się crêpe (paryska przekąska w formie naleśnika. Moje boczki przywiozły dzięki niej 2 kg nadbagażu...). Czasami zastanawiałam się, jak to jest mieć w metryce wpisane miejsce urodzenia: Paryż. Jeden z kelnerów powiedział mi, że strasznie i ma dość tego miasta... Cóż mogłam mu odpowiedzieć? Woody Allen powiedział, że nigdy nie nakręci filmu w Warszawie, bo to najbrzydsze miasto w jakim był. Nie jestem, aż tak krytyczna, ale chętnie bym się zamieniła z tym kelnerem. Tak na troszkę...
Na razie muszą mi jednak wystarczyć takie kilkudniowe wypady... I co najważniejsze już teraz wiem, że to nie był ostatni. Tak czuję, a my z Paryżem dobrze się rozumiem. Oh oui...