piątek, 28 sierpnia 2015

{vogue. za kulisami świata mody}

Jest przełom lutego i marca... Czy jakoś tak. 
Blogosferę ogarnia szał na nową książkę. Nie ważne o czym jest. Grunt, że w nazwie pojawia się "Vogue", a więc każda szanująca się blogerka modowa, w tym ja (koń by się uśmiał) rzuca się na nowy, światowy bestseller napisany przez eks - redaktor naczelną australijskiego wydania tegoż magazynu - Kirstie Clements. Nawet nie chcę myśleć, co by się działo gdyby podobną książkę wydała Anna Wintour...
Wracając jednak do "Vogue. Za kulisami świata mody", tak jak wspomniałam, chcąc uchodzić za prawdziwą blogerkę (przynajmniej w swoich oczach) zaopatrzyłam się w nią i ja. Miałam nadzieję, że wreszcie ktoś otwarcie napisze o brutalnym świecie modelingu, chorych wymaganiach redaktor naczelnej, zmanierowanych dziennikarkach, wyścigu o lukratywne kontrakty i poświęceniu jakie młode dziewczyny muszą w to wszystko wkładać. Tymczasem...
Książka okazała się być napisana lekkim językiem, czyli takim idealnym na urlop. Dodatkowo dość lekka fabuła nie wymaga ruszania, obciążonych codzienną pracą, szarych komórek. No ale właśnie, to się mi wszystko kupy nie trzymało! Oczekiwałam czegoś więcej. W tej całej Kirstie pokładałam niemajłe nadzieje, a tu świat mody w najlepszym wydaniu. A jak już pojawiał się problem, to generalnie to nie był nasz problem - taką filozofię miałam wrażenie przedstawiała autorka. 
Mimo późniejszych (mieszanych) odczuć, książka zaczyna się obiecująco. Cwaniara Kirstie wiedziała, jak zachęcić czytelnika... Zwolnienie z pracy z posady redaktor naczelnej "Vogue Australia", po 25 latach brzmi okrutnie brutalnie. Myślę sobie: "Tak jest! Nareszcie ktoś przerwał tę zmowę milczenia!" 
Nic z tego. 
Dalej było tylko gorzej. Z tej książki maluje mi się jeden obraz tych tytułowych "kulis": zmanierowany, konsumpcjonistyczny, małostkowy. 
Co sprawiło, że przyszła redaktor naczelna stwierdziła, że to właśnie redakcja Vogue'a jest jej wymarzoną pracą? Rozmowa dwóch starszych koleżanek:
- Karin, obcięłaś włosy na wyjeździe?
- Nie, nie, nie pozwoliłabym nikomu w Nowym Jorku dotknąć moich włosów!
Jakież to światowe... 

Co Kirstie mówi na temat piętnastoletnich modelek w rozmiarze 32? No dochodziły do nas słuchy, że na lunch jedzą mokre chusteczki higieniczne, bo podobno pęcznieją w żołądku... Ale co mieliśmy zrobić, kiedy projektanci uważali, że na modelkach w tym rozmiarze ich kreacje wyglądają lepiej?
Nic. Podać na deser kostki lodu. To też podobno lubią.

Co z narastającym problemem komercjalizacji czasopism i lokowaniem produktów? Redakcja "Vogue Australia" oczywiście starała się tego unikać, przez szacunek dla swoich czytelniczek... Zaraz potem możemy przeczytać bardzo sugestywną recenzję nowego kremu na zmarszczki od Lancôme, czy też podkładu od Estée Lauder. Naturalnie nie ma to nic wspólnego z zorganizowanymi przez te wielkie koncerny bajecznymi weekendami w pałacach, luksusowych apartamentach, drogocennymi upominkami, czy wyjątkowymi spotkaniami z założycielami marek... No nic a nic.

Podsumowując, uważam tę książkę za ogłupiającą. A to, że Kirstie Clements z takim optymizmem opowiada o wszystkich sesjach, kontaktach ze znanymi osobistościami i o tym, że każdemu kto odchodził z redakcji darowano małe pudełeczko od Tiffany & Co., oznacza dla mnie jedynie to, że do szpiku kości przesiąknęła "byciem redaktor naczelną."

Nie szukałam skandalicznych nowinek, bo tyle mogę znaleźć sobie na "Pudelku", ale czegoś bardziej powiedzianego wprost. Moda to biznes. Brutalny i bezkompromisowy. Choć niezwykły i pociągający, bo wszystko, nawet odejście z pracy, należy robić z fasonem i szykiem. A to co przeczytałam to był - według mnie - niezły PR samej Kirstie Clemens. Zaczynająca od podstaw, od asystentki, sekretarki, dziennikarki, aż w końcu awansując na redaktor naczelną (american dream w pełnym wydaniu) stała się ulubienicą całej redakcji, każdy mógł do niej przyjść i pogadać jak z ciocią Klocią. 

Sorry Kirstie, ale jestem pewna, że jako szef miałaś więcej wrogów niż przyjaciół, że byłaś bezwzględna jak reszta i wykorzystywałaś swoje asystentki do kupowania mleka dla twoich dzieci. Mam jednak nadzieję, że w "Vogue'u" czytelniczką próbowałaś wcisnąć mniejszą papkę, niż to co jest w twojej książce. 

niedziela, 23 sierpnia 2015

{fringe vest}


kamizelka | vest - nn
bokserka, szorty, naszyjnik | top, shorts, necklace - H&M
sandały | sandals - Zara
torebka | bag - Parfois